Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Zmierzch-Empatia



Zmierzch-Empatia

29/07/2009 09:55:02
"Pięć osób, rozszarpanych przez zwierze. Władze nic nie mogą zrobić. Czy możemy czuć sie bezpiecznie we własnych domach?"

-Kolejne osoby nie żyją, to nie wróży nic dobrego.
Powiedział Carlisle, składajac i odkładajac gazetę na stolik przed sobą. Esme spojrzała na niego z nad kasiążki, którą czytała w fotelu.
-Myślisz,że ktoś znowu tworzy nowonarodzonych, ale to by było równo znaczne ze samobójstwem. Kto jest tak nierozsądny bu narażać się Volturii.
-Może ma w tym jakiś plan?....Może specjalnie chce ściągnąć na siebie uwagę.
Westchnął. Cały czas próbowałam skupić uwagę na jego słowach, ale przez Renesmee, bawiąca się ze mną na dywanie(która nie mogła zobaczyc mego zdenerwowania)przychodziło mi to dosc trudno.
-...Albo chce się zemścić
Do salonu wszedł Edward. Usiadł koło mnie, całując na powitanie mnie i małą, która usmiechnęła się uroczo.
-Co masz na myśli.-spytałam
Wszyscy spojrzeli na niego wyczekujaco.
-Mam wrażenie,że ten styl zabijania już gdzieś widziałem. Jak bym znał tę istote. Jak by miała mi coś zazłe.
-Co? znowu! Edwardzie.
Jęknęłam nie zadowolona. Już raz mielismy, takie starcie z Victorią,a teraz miało się to powótrzyć. Mała podniosła swą rączke i dotknęłą mego policzka.
-Tak kochanie, tatuś wpakopwał się w kłopoty.
Malutka coś mruknęła
-Tak, mamusia zrobi mu później krzywde.
Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni,a Edward mruknął coś pod nosem.
-No co?
Zapytałam niewinnie. Mała westchnęła i podreptała do półki z książkami. Wzieła jakiś strasznie opasły tomi znim w rączkach wgramiliła się tatusiowi na kolana. Dotknęła jego policzka.
-Tak, tatuś ci poczyta.
Odpowiedział edwrd. Przygladajac się im zmiękło mi serce i cały gniew na męza, gdzieś znikł. Renesmee, znów dotknęła policzka Edwarda
-Myślisz,że już się mamusia nie gniewa.
Spojrzał na mnie i uśmiechnął się zawiadacko.
-Oh, Renesmee, ty łobuzie.
Westchnęłam. Moje kochanie uśmiechnęło sie i wróciło do czytania książki z tatusiem.
-czy możemy wrócic do tematu.-przerwał Carlisle-Rozumiem Edwardzie,że nie pamietasz, kto to może być.
-To dziwne,ale nie. Musiał być człowiekiem, gdy go skrzywdziłem.
-to czemu przez tyle lat, cię nie zaatakował, tylko czekał do teraz.
-Powieważ to nie jest głupia istota. Wiedział,że jako nowonarodzony, będzie sie kierował głodem. Uważa to za niezbyt rozsadne. Czekał, aż zacznie czeźwo myśleć. Jego plan jest podobny do planu Victorii z małymi ulepszeniami.
Powiedziała Alice, pojawiajac się z Jasperem, ni z tąd, ni z owąd w salonie. niczym z gracja baletnicy podeszła do małej i wzieła ja na rece. Po przywitaniu się z nią spojrzała na Edwarda.
-Nie znasz moze, bystrego, przystojnego, czarnowłosego chłopca z blizna w kształcie iksa na ramieniu.
-Dorian Hope
-B.i.n.g.o-Uśmiechnęła sie Alice oddając mi małom.
-Kto taki?-Spytała Esme.
-Chłopak, który obwinia mnie o śmierc swoich rodziców. Zaatakował ich jakiś obcy wampir,a ja głupi widzac dwoje ludzi leżących na środku drogi, chciałem zobaczyc co z nimi no i on mnie zobaczył. Warknąłem na niego, więc z tąd wie kim jestem.
-Aha...I stał się tym czego nienawidzi, wiedząc, że tylko tak cie pokona.
skończyła alicei tymi swoimi zgrabnymi i lekkimi ruchami usiadła na kolanach Jaspera, który zajał miejsce na kanapie obok doktora.
-Mówiłaś, coś o ulepszeniach, wprowadzonych przez niego. Widzisz co to i kiedy nas za atakuje
-Tak, jest tak pewny siebie, że dosć wyrażnie widzę co kombinuje, ale z datą sie wacha. nie jednak nie. Czekajcie-Zaczeła sie pusto wpatrywać w kominek.-Za dwa dni-skończyła-A jesli chodzi o te ulepszenia, to ma zamiar poustawiać wszystkie nowonardzodzone z niesamowitymi zdolnościami do okoła. Wiecie, otoczyc nas chce. Więcej nie widzę.
-Czyli planuje płapke. Czas sie przygotować-Stwierdził Carlisle.
XXX
Dwa dni zlaciały, jak z bicza szczelił, ale my bylismy przygotowani. Watacha Sama, powiększona o pięć wilków, krążyła w około Forks, zabezpieczajac teren. Zaś mu wraz z Jackobem, Sethem i Lee, staliśmy na polanie, gdzie miał sie pojawić Dorian ze swoją armią. Na tę walkę, zostawiłam mała pod opieką Charliego, tłumaczac, że coś mi wypadło. wiem, że to nie najlepszy pomysł, ale poinstruowałam Renesmee, a by obchodziła sie z Charlim, jak z porcelaną i nie pokazywała mu swoich mocy.
Teraz w pełni gotowości, staliśmy czekajac na jaki kolwiek trop, iż wróg już tu jest. Zawiał delikatny ciepły wiatr i każde z nas, wyczuło zapach nowonarodzonych.
Nim sie zorientowaliśmy, zaczęły wyłaniać się jedno po drugim. Wystkie miały obłed w oczach, prócz jednej dziewczynki z brazowymi włosami, która ze spószczoną głowa stała w cieniu jednego z drzew. Po chwili do armi dołączył Dorian, stając na jej czele.
-Znowu się spotykamy Edwardzie.
Warknął na co Edward odpowiedział zawistnym wzrokiem.
-Słuchaj nie będę się powtarzał. To nie ja zabiłem...
-Łżesz! Patrz, kim się przez Ciebie stałem, ale zapłacisz mi za to.
Nie pozwolił nawet Edwardowi skończyć. Machnął ręką, a cała zgraja żuciła się na nas, opruicz tej dziewczyny, pod drzewem. Unikajac ataków, kontem oka spogladałem, na ukochanego, który walczył z Dorianem. Udało sie mi uniknać uataki jednego z nowonarodzonych i szybkim ruchem skręciłam mu kark. Kiedy ciało opadło na ziemię, obok mnie zjawił się Jackob.
-Znikam, pomóc Samowi na obrzezach miasta. Faktycznie maja tam niezłą grupke specialnie uzdolnionych inaczej. Zostawiam wam Setha i Lee.
-Czekaj!-krzyknęłam, ale już go nie było. Nagle zauważyła, że każdy atak Edwarda, krzywdzi jego samego z dwojoną siłą,a Doriana nawet nie drasnął. Z każdym takim atakiem dziesięciolatka(bo na tyle wyglądała)pod drzewem, zatykała sobie uszy, kuląc się jak by z bólu. Chwyciłam leżącego, obok siebie kamień i z całej siły cisnęłm w dziewczynę. Co prawda spódłowałam,ale i tak dziewucha słysząc huk, koło swojej głowy, przestraszyła się i spojrzała na mnie, dekoncentrując się przy tymj i edwart ze łatwoscią zaczał dokopytwac swojemu rywarowi.
-Co ty wyprawiasz! skup sie!!!-Krzyknał w jej stronę Hope, dostajac kolejnego kopniaka od mojego męża. Spojrzałam, groźnie na dziewczynę, a ta znów kuląc się, cos mamrotała bym sie nie zbliżała. Nagle stało się cos dziwnego. nie mogłam się ruszyć. Czułam jak coś niewidzialnego(jak by sznur) oplata moje ciało. Na domiar złego, dwójka nowonarodzonych zaatakowała mnie i gdyby nie Emmett, skończyła bym marnie.
-Bella co ty? Chcesz sie dać rozszarpać?
-Emmett, ta mała mnie uwięziła. Nie wiem jak to robi, ale nie moge się ruszyć. Zdekoncentruj ją.
Emmett niewiele myśląc, chwycił, kolejnego z atakującyh i żucił go pod nogi dziesieciolatki.Udało się, ta widząc kolege w opałach, zbliżyła się, żeby mu pomóc, a jaj mogła w końcu sie ruszyć. Chcieliśmy ja zaatakować, ale coś we mnie pękło, gdy zobaczyłam, jak opiekuje się czule kolegą(pomijając fakt, że to dziwne jak na nowonarodzoną). I nagle, ten chłopak zaczął się wić z bólu. Dziewczyna z przerazeniem, znów skuliła sie pod nieszczęsnym drzewem.
Na polanie pojawiła się Jane z Aleksem, a następnie dołączyło reszte Volturii, którzy w mik rozprawiło się z nowonarodzonymi i ich przywudzcą. Została im tylko ta dziewczyna.
- Zabić ją!
Rozkazał Aro, Jane i Aleksowi. Młoda rozszerzyła z przerażenia oczy.
-Nie! Zostawcie ją, ona nic nie zrobiła.
Niewiedząc czemu Carlisle zaczął ją bronić, ale jak poprzednio, tak i teraz Volturi, Go nie posłuchało.
Jane spojrzała na mała,a ta potkulając się bardziej zaczeła wrzeszczeć.
-Nie zostaw mnie!
Wojowniczka Volturii, nagle znieruchomiała i sztywana padła na ziemie. Wiedzialismy, że nie została zniszczona,ale z takiego samego powodu co ja, nie mogła sie ruszać.
-Ty mała Suko! Coś ty jej zrobiła
Alec, żucił sie biegiem w stronę dziesięciolatki. Pełen gniewu i chęci zabijania. Poczułam jak nagle zmienia sie klimat, a wróżący zło wiatr, staje sie gwałtowniejszy i silniejszy. Wszyscy to poczuli, zastygając w miejscu, gotowi na jaki kolwiek atak nowego wroga, jednak nic takiego się nie stało.
Alec, który przystanął, spojrzał na nowo narodzoną.
-Co jest grane?
Wszyscy powiedliśmy za jego wzrokiem i aż sam Aro rozszeżył oczy ze zdziwienia.
Wydawało się,że wiatr zmieniwszy kierunek, wieje wprost w stronę dziewczyny, że targa jak oszalały jej włosy, zaś sama dziewczyna skulona i z obłędem w oczach zaczęła w kółko powtarzać.
-Chcę tylko żyć, tylko żyć.-przycichła-NIE JESTEM ŚMIECIEM!!!
Wrzasnęła nagle i potężna fala(jak by nawrót wiatru)udeżył w nic niespodziewających sie Volturii. Ja w sostatniej chwili użyłam swoich zdolnosci żywej tarzcy i ochroniłam przyjaciół oraz rodzinę. Kiedy wszystko ucichło, Volturi był w szoku.
-Zabić tę małom!- Rozkazał Aro i cały oddział ruszył w jej strone. Teraz niczym niewzruszona stała na dwóch nogach, o własnych siłach, jak by cały jej strach znikł i zastąpił go gniew.
-BĘDĘ ŻYŁA!
Kolejny podmuch Viatru zwalił Volturii z nóg,a sama dziewczynka nagle znalazła sie tuż przed Aro chwytajac go za gardło. Jej palce zaczęły sie powoli zaciskać. nie było by w tym nic dziwnego, bo wampira nie da się udusić, gdyby nie fakt że jej palce zaczeły przebijac się przez skórę. Aro zawył z bólu(dosłownie)
Dziewczyna nagle rozszezyła oczy i go puściła, padając na kolana. Znów zakryła uszy rękoma.
-Nie ja nie krzywdzę. Ja nie walczę. Chcę żyć.
Powtarzała gorączkowo i jak by było to mozliwe z oczów poleciały by łzy. Esme podeszła do niej i madczynym gestem przytuliła do siebie.
-Ciiii.....będzie dobrze
Dziewczynka wtuliła się w nią mocno.
-Jest pani aniołem?
Spytała na co Esme uśmiechnęła sie i pokręciła przecząco głową.
-...a jest pani taka dobra, ze dorównuje niebiańskim istotom.
Esme przytuliła ją mocniej i nagle zrobiło się jakoś spokojnie i cały nie pokój gdzies znikł.
Spojrzałam na Jaspera, czy przypadkiem nie manipuluje naszymi uczuciami, ale on spojrzał na mnie i pokręcił przecząco głową. Spojrzałam na tę nową. Czyżby?
-Ciekawa teoria, Carlisle.
Powiedział Edward przyglądając się doktorowi.
-Oh Carlisle, prosze. Zaadoptujmy ją. proszę.
Dziewczynka spojrzała na Esme, która wręcz błagała swego męża o nową córeczkę. Usmiechnęła się.
Po mimo słońca z nieba zaczęło kropić. Krople deszczu, połączone z promieniami słońca utworzyły śliczną tęczę, tuż nad naszymi głowami.
-Dziekuję-Wyszeptała dziesięciolatka, chowając główkę w zagłębiu szyi Esme.
-Wybacz Carlisle,ale my mamy tu wiecej do powiedzenia.
Zaczął Aro, prubując rozmasować sobie bolacą szyję.
-Łapcie ją!
Rozkazał,a niebo znów zakryło się ciemnymi chymurami. Luną deszcz. Esme zmocniła uścisk, a reszta Cullenów(w tym i ja) zastąpiła drogę Volturii.
-Nic nie rozumiecie!!
Zaczęłam wrzeszczeć, próbujac do nich dotrzeć.-Ona ma nie samowite zdolności, którymi sie poprostu broni. niechce ni kogo skrzywdzić.Jednak moze was zabic. Nie zna naszych praw...
-Przeanalizujcie wszystko, to co tu się stało. Ona ma cos odwrotnego do umiejetnosci Jaspera. Jej uczucia odpowiadaja na ataki ze zdwojoną siła. Gdy Jane chciała ja skrzywdzic, ze strachu kazała sie jej nie zblizać i wasza wojowniczka padła jak długa. gdy jest przestraszona, wy też zaczynacie sie bać, a jej gniew potrafi wysadzic wszystko do okoła.
Gdy zmieniaja się jej uczucia, zmienia sie też otoczenie.
Skończył za mnie Edward. Aro przez chwilę wszystko studiował powoli.
-Dlaczego pomagałaś Dorianowi?-Spytał
-Ja...ja...-zaczęła sie jąkac- nie znam zasad, chciała pomóc tylko temu, który jako jedyny pozwolił mi żyć
Aro zmrużył oczy.
-Oczym ty mówisz. Wiesz kim teraz jesteś?
-Wiem....,ale to nie tak. moja mama mnie niechciał. Miała czekac mnie aborcjia, ale było zabyt duże ryzyko. Jak się urodziłam, to tylko czekała na okazje, żeby zostawić mnie w lesie. Znalazła mnie jakaś banda złodzieji i pijaków. Powtarzali w kółko, że jestem śmieciem i nie powinnam życ, dlatego mam im byc wdzięczna za ich łaskę. Nie dawno skończyłam dziesięc late i to wtedy narodziłam się na nowo. Całe życie była bita i wkółko słyszałam jaki to zemnie nic nie warty dzieciak, a w te dziesiate urodziny, jakaś banda pobiła mnie do nie przytomności. Czuła, że to koniec i wtedy zjawił sie Dorian. Jego słowa "Masz prawo zyć i ja ci to życie dam." Chciałam chronic tego, który mnie ztwozył, który pozwolił żyć!
Wszyscy stali w osłupieniu, oprócz Edwarda, który zapewne czytajac dziecku w myślach wiedział o tym wszystkim wcześniej.
-Dobrze. Darujemy ci życie, pod warunkiem, że do nas dołączysz. Na niebie rozbłysła kolejna błyskawica.
Esme mocniej przytuliła dziewczyne.
-Nie pójde z wami. Nie bede służyć tym co najperw zabijają,a potem pytaja kim jesteś.
Szepnęła chowajac swoja śliczną twarzyczke we włosach Esme.
-A imie to ty masz?-Warknał Aro.
-February Loveless.
-Dobrze niech stracę. zostaniesz. Cullenowie, opiekujcie się nia, bo jak cos to na pierwszy ogień.
Zakończył i całe Volturi znikło.
-Febra? Loveless to twoje nazwisko?
Spytałam. Dziewczyka pokręciła przecząco głową.
-Nie...Nie pamiętam jak miałam nanazwisko. Dorian mnie tak nazwał.
-Nie kochana-Szepnął Edward, a mnie przypomniała sie córka..
*******OD AUTORKI BLOGA************
Wybrała to opowiadanie, pomimo licznych wad, tylko dlatego, że dziewczyna w której siedzę ukryła w nim niesamowite przesłanie(no i nie nawidze Volturii).
Nie powiem, żeby to opko wskazało n atalent pisarski, bo niestety nie dorównuje moja właścicielka Stephanie Meyer i robi duzo będów.(Wszystkie w niej mamy dyslekcje i dyortografię) Nie ważne, jak już powiedział, blog jest dla własnej przyjemności.
W następnym razem ukaże się krótka historia pt:"Przeklęte organy".



Yoko Shimura[Powrót] Komentuj



Dodałam Cię do ulubionych. POzdrawiam Cię i dziękuję za komentarz.
P.S. Ciekawa notka, czekam na następną. :*
www.nameless1990.blog4u.pl
Hasło: 303pirania
Nameless1990 29/07/2009 11:20:02
| brak www IP: 82.139.40.172









Avatar




O mnie






Liczniczek

3769


Archiwum

2009
Sierpień
Lipiec



Księga

Ksiega Gości

Dodaj do Księgi
Wpisów : 0


Linki

Nstępne blogi mojej właściciel
Wiersze pisane przez właścicielke i jej trzy ja



Ulubieni




Dodaj do Ulubionych


Strona Główna